...ani czytać czegokolwiek...

Niech będzie przeklęty przez usta Siedmiu Aniołów, którzy przewodzą przez siedem dni tygodnia,
i przez usta tych aniołów, które po nich następują i walczą pod ich sztandarem.
Niech będzie przeklęty przez Czterech Aniołów, którzy przewodzą przez cztery pory roku,
i przez usta wszystkich tych aniołów, które po nich następują i walczą pod ich sztandarem…
Niech Bóg nigdy nie wybaczy mu jego grzechów.
Niech gniew i oburzenie Pana ogarnie go i płonie na jego głowie.
Niech wszelkie przekleństwa Księgi Praw spadną na niego.
I zapowiadamy Wam, że nikt nie może porozumiewać się z nim ani słowem, ani pismem,
ani okazywać mu jakichkolwiek względów, ani przebywać z nim pod jednym dachem,
ani zbliżyć się doń na mniej niż cztery łokcie, ani czytać czegokolwiek, co on napisał.

Fragment ekskomuniki wg Richard H. Popkin, Avrum Stroll, Filozofia, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1994.

poniedziałek, 25 września 2017

Tomasz Stawiszyński w rozmowie z Bohdanem Chwedeńczukiem

Bohdan Chwedeńczuk
To jaki wobec tego gest wykonuje Kołakowski w swojej książce – mówiąc tam między innymi, w duchu zresztą swoich gdzie indziej wyrażanych przekonań, że Jezus jest wielkim mitem europejskiej kultury, że jest w tym sensie ważny i żywy, a wreszcie, że niejako naszym obowiązkiem jest się wobec Jezusa i jego przesłania tak czy inaczej gruntownie określić? To, pana zdaniem, zabieg tyleż niepotrzebny i bezpłodny filozoficznie, ile efektowny, bo jakoś przecież przemawiający do obrazów i emocji, które faktycznie w wielu mieszkańcach tej kultury ciągle pracują?

Tomasz Stawiszyński 
Nie sprowadzi mnie pan na manowce, nie uznam tego za gest, choć muszę się opierać pokusie. Mam przed sobą tekst autora wypowiadającego bez dania racji głęboko religijne twierdzenia i dramatycznie wzywającego nas wszystkich, byśmy się opamiętali, bo zginiemy. Opamiętanie natomiast może mieć tylko jedną postać, na jednej tylko drodze może się dokonać: przez „dostęp do Jezusa – człowieka lub Boga – zawsze osoby”.
Rozważmy więc obie ewentualności, które zdaje się dopuszczać Kołakowski. Mówię „zdaje się”, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że ma Jezusa za Boga, i wtedy dopiero rzecz nabiera powagi. Jeśli Jezus jest człowiekiem, mam prawo słuchać go lub nie słuchać, jak każdego człowieka, a jego opowieści religijne o zbawieniu, grzechu, Bogu i Królestwie, o tym, że „wszystkie wartości doczesne są względne i drugorzędne”, mogę bez popadania w absurd między bajki włożyć. Ba, mogę w ogóle tym językiem się nie posługiwać.
Jeśli zaś jest Bogiem – to stawiam się przed boskie oblicze z wyzwaniem Sokratesa. Stworzyłeś Panie świat wraz z logiką, jak mam więc uporać się z alternatywą, że Twoja moralność jest arbitralna, dowolna, gdy ją polecasz, bo ją lubisz, albo obowiązuje, gdy polecasz ją, bo jest skądinąd dobra; wówczas jednak nie jesteś źródłem, a przekaźnikiem. Ufam Ci jednak Panie, że masz na to sposób. Cóż, kiedy mam kłopot kolejny: dlaczego Wszechmocny i Wszechdobry dopuściłeś do tego, że musimy w panice uciekać się do Ciebie, by pod Twoim opiekuńczym okiem uniknąć zagłady.

Mówiąc zwyczajnie i dobitnie, posłuszeństwo słowom Jezusa jako słowom świętym – a tego domaga się Kołakowski – wymaga wiary w jego boskość.

Wiara rzecz jasna za nic ma logikę i teodyceę, za nic ma rozum, o czym wiedział skądinąd Paweł z Tarsu. Kłopot w tym, że wiara – każda, niezależnie od jej treści, wiara jako stan umysłu – to narzędzie niewydajne, a bywa niebezpieczne jako środek naprawy naszego świata.


➤ Cywilizacja rozumiana jako proces, musi się rozszerzać, nawet wtedy, gdy drąży w głąb człowieka. I musi mieć do tego narzędzia. A więc technologię — w tym technologię myślenia. Cywilizacja nietechnologiczna nie istnieje. W dłuższym, lub krótszym ujęciu czasowym człowiek, grupa etniczna, czy kulturowa, musi tworzyć nowe narzędzia, choćby po to, aby dostosowywać się do zmieniających się, w tym do zmienianych przez siebie, warunków. Musi więc łamać stereotypy i zaprzeczać starym wierzeniom. Z czasem wierzeniom w ogóle. 
Na tym tle każda religia przeistacza się z czasem w zatęchłe bagno, którego wyziewy odmieniają strukturę mózgu, a plastyczność podłoża więzi nogi taplającym się w nim wyznawcom tej, lub innej deistycznej metafizyki.  
Bagienne opary gęstnieją, spróchniałe kikuty drzew i krzaków świecą nie złowieszczo, ale mistycznie, pobliska łąka wydaje się oddalać, staje się nieosiągalna, zamienia się w fatamorganę, ułudę, kłamstwo. 
Sytuacja, im bardziej staje się tragiczna — tym bardziej mistyczna. 
Nie szarpmy się, nie szukajmy wyjścia... Módlmy się, kontemplujmy, cudu oczekujmy... (KS)

1 komentarz:

  1. Kołakowski...Mieszane uczucia, różne miary, bezradność — tyle dla mnie znaczył, że zdziwienie mnie ogarniało na podobne u niego "konstatacje".

    OdpowiedzUsuń